Gdy potrzebuję chwili samotności i momentu ciszy wychodzę na podwórko. Siadam na wilgotnej trawie i patrze w niebo. Nie raz jest czyste a nie raz zachmurzone. Widząc chmury nachodzą mnie złe myśli. Wciąż widzę śmierć i ból, pojawiają się obrazy, z przeszłości, o których wolałabym zapomnieć. Zaczynam się zastanawiając nad sensem życia. Zawsze dochodzę do tego samego wniosku. Rodzimy się, aby umierać. Wtedy zaczynam się pogrążać w sobie, zagłębiam się w moje życie i tęsknię za tym co było kiedyś. Widzę młodą dziewczynę która cieszy się życiem i wiecznie się uśmiecha. Bawi się tak jak lubi. Nieliczne grono dobrych znajomych i świetna zabawa. Nie przespane noce i rozmowy o niczym. Gdzie się to podziało? Znikło wraz z pojawieniem się wyższej świadomości życiowej. Przepadło bezpowrotnie... już nigdy nie będę taka jak kiedyś.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz